W sumie to nie wiem od czego zacząć, a nie chcę przynudzać.
Sponsorem dzisiejszego wpisu jest liczba 37 oraz 42 i kilka myślników. Ponieważ myślniki lubią być jeden pod drugim, to nie będę im burzył spokoju i równowagi.
To był kolejny z tych biegów, w których zaskoczyłem sam siebie
Może to akuratnie dobrane treningi, albo te nowe buty, może pogoda; cholera wie ![]()
Mądra ta cholera, zawsze wie wszystko.
No dobra, Kościan miał być tym półmaratonem w którym liczyłem na przyzwoity czas rzędu 1:27-1:28 pamiętając, że kilka tygodni wcześniej pierwszą połówkę na maratonie w Poznaniu poleciałem 1:29 z hakiem. Tak więc zejście poniżej 1:30 w końcu nie powinno było nastręczać większych problemów, chyba że kontuzja czy inny wypadek… tfu!
Dycha Drzymały – 9.10.2011
paź 13
Fajna data: 9.10.11, w taki dzień można robić życiówki ![]()
Co prawie mi się udało, mimo, że totalnie nie jechałem na ten bieg po jakiś wynik.
Ot, kolejny element treningu, z założeniem że trzeba polecieć ile się da. Wiedziałem, że jak na razie za szybko na jakieś rekordy, a tu proszę: zaledwie kilka sekund od wiosennego 39:09 z Gniezna
Półmaraton w którym pobiegłem już trochę bardziej przygotowany:
po kilku wybieganiach i 4 porządnych treningach. Wyszło lepiej niż w Pile, ale końcówka znowu dała się we znaki. Ciężko było mi biec wg założonego planu, czyli początek po 4:20/4:25 a później po 5km przyspieszać.
Oczywiście wyszło inaczej.
Stało się. To było silniejsze ode mnie. A właściwie to ja byłem za słaby by coś z tym zrobić.
Bez owijania i enigmatycznego biadolenia napiszę tylko, że na początku lipca kupiłem działkę z domkiem. I nie sądziłem że tak mnie to wciągnie
W zasadzie niewiele brakowało a bym nie dotarł na tę imprezę, ale dzięki szybkiej Corsie mojej mamy udało się
Dojeżdżając na miejsce miałem nadzieję, że bieg będzie szybki, nie będzie wiało za mocno i dopisze ekipa szybkobiegaczy
Założenie było… w sumie nic konkretnego nie zakładałem, oprócz standardowej niebieskiej koszulki, nowych spodenek i starych, dziurawych już Brooksów. Niestety nie zabrałem czapeczki, więc czułem się trochę nieswojo, ale co tam…
Oj, trzeba nadrobić zaległości we wpisach ![]()
W ubiegłym roku półmaraton ten urzekł mnie swoim klimatem, strefą zawodnika i innymi przyjemnościami
Na te zawody czekałem już od kilku tygodni ![]()
Pamiętając ubiegłoroczny debiut w crossduathlonie, tym razem zamierzałem dać z siebie więcej, czując, że biegowo jestem silniejszy. Rowerowo niekoniecznie, bo zimą przepracowałem tylko jeden miesiąc na spinningu.
Kluczem do dobrego wyniku miały być buty. Dokładniej to jedna para butów. W zeszłym roku po pierwszym bieganiu traciłem sporo cennych sekund na założenie SPD, a jeszcze więcej czasu straciłem na zmianie butów SPD z powrotem na biegowe. Tym razem kluczem miały być metalowe koszyczki na zwykłych pedałach. I z grubsza ten patent okazał się być skuteczny. Ale zacznę od początku.
To był spontaniczny wyjazd z Miłką, która biega w barwach Drużyny Szpiku ![]()
W Śremie odbywała się fajna impreza, w której promowano zdrowie i zachęcano ludzi do zgłaszania się na dawców szpiku dla potrzebujących. Oczywiście zapisałem się na listę, zrobiłem stosowne badania i zostały pobrane próbki krwi
Ale to po biegu…
Wystawianie mokrego palucha przez szybę w jadącym samochodzie by ocenić kierunek wiatru czasami kończy się fałszywym odczytem. W związku z tym dziś nie próbowałem tej sztuczki i zdałem się na mój niezawodny węch.
A ten podpowiadał, że chyba raczej na pewno, prawdopodobnie możliwe, że tak jakby całkiem realne będzie to, że na półmaratonie z Mogilna do Trzemeszna nie powieje w twarz.
Jak miło że wraca Puchar Polski w four crossie
Tak więc chorzowska inauguracja ściganckiego sezonu 4X zapowiadała się ciekawie. Pamiętam ten tor sprzed… cholera, 3 lat!
To tam na otwarciu nowej trasy uszkodziłem sobie ten ważniejszy – prawy kciuk. To tam właśnie w nocy, w ulewnym deszczu szukałem pieprzonego noclegu przez kilka godzin. Ale to wszystko wspominam z uśmiechem
Czytaj »
W tym roku nie będę się rozpisywał o tak płaskich maratonach. Po prostu na tym poziomie który w tym sezonie reprezentuję, nie ma szans na ciekawą walkę, ściganie. Gdybym zimą przygotował się do maratonów MTB, to miałbym więcej motywacji do jazdy po płaskich i nieciekawych trasach typu Murowana czy Dolsk.
Wiatr – poziomy lub prawie poziomy ruch powietrza względem powierzchni ziemi. Wiatr wywołany jest przez różnicę ciśnień oraz różnice w ukształtowaniu powierzchni.
Miało przestać wiać przed startem ale wróżki od pogody tym razem wzięły nie te wspomagacze co zawsze.
Dmuchało jak ta lala, więc bieg był porywisty, zmienny i czasem nawet jak w mordę strzelił (patrz filmik poniżej).
Założenie na ten bieg było takie: zejść poniżej 1:30 a będę zadowolony
I udało się
Pierwsza „dycha” pękła w nieco ponad 40 minut, czyli super. Lecieliśmy ze Słonikiem tempem w granicach 4:00 na kilometr czyli takim, jakie było w Pile w zeszłym roku. Wtedy nabiegałem 1:25:01 i to była życiówka. Teraz jednak taki wynik był niemożliwy do poprawienia.

Ponieważ w sobotni poranek prawie przewróciłem się o leżącą obok łóżka kartę SD, postanowiłem w ramach rewanżu zabrać ją na spacer
Akurat tego dnia na Rusałce odbywał się piąty bieg drugiego Grand Prix w biegach przełajowych.
Efekt tej wspólnej wyprawy zobaczysz poniżej:
Urodzinowo
lut 18
Jak co roku w urodziny strzelam sobie jakieś zdjęcie. Tym razem 17 lutego zrobiło się biało na dworze…
Ale zimą?
Śnieg???
Cóż, zakasałem rękawy i do roboty!
Bajdełej… w moje urodziny Stephen Hendry w turnieju Welsh Open zrobił swojego dziesiątego maksa czyli wbił 147 punktów w jednym podejściu (video poniżej) a Lech Poznań wygrał z portugalską Spartą Braga w pierwszym dwumeczu 1/16 Ligi Europy
Co za dzień!
Cicha
lut 16
W związku z tym że jutro będzie jutro, to wczoraj pozwoliłem sobie skończyć składanie prezentu. 
Egoistycznie.
Dla siebie
Po pracy zabrałem ją na krótki fotograficzny spacer.
Było zimno, wiało.
Czytaj »
Znak zapytania w tytule oznacza, że wspólnym mianownikiem tego biegu i przełajów jest chyba tylko brak asfaltu (no, prawie
) na trasie ![]()
Ale to świetna impreza. Robiona przez pasjonatów dla amatorów biegania. I o to chodzi
Na starcie zebrało się ponad 400 osób które miały za zadanie przebiec jedno kółko dookoła Rusałki.
Niby nic trudnego, ale jak chce się wyprzedzić kolegów z podwórka, to trzeba przebierać girkami szybciej niż w czasie szkolnej łapanki na fluoryzację.
Dziesiątego października odbyły się zawody w biegu maratońskim czyli na dystansie czterdziestu dwóch kilometrów i stu dziewięćdziesięciu pięciu metrów.
Dystans ten obowiązuje od 1908 roku, kiedy to na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie ówczesna Królowa zażyczyła sobie wydłużenia dystansu o 2195m (wcześniej było 40 km) do miejsca, w którym miała być meta olimpijskiego biegu.
Rowerem po Poznaniu
paź 6
Ciekawą rzecz wydał Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu.
Przewodnik „Rowerem po Poznaniu” pióra Jacka Łuczaka to całkiem spora ilość informacji na temat istniejących szlaków rowerowych w naszym mieście.
Polecam
„Poznań jest miastem o najmniejszej w Polsce ilości opadów atmosferycznych,
a jednocześnie największej liczbie dni słonecznych w roku. W stolicy
Wielkopolski jest ich średnio 205 w roku. Zbyt mała liczba opadów – z oczywistych
względów – nie jest korzystna dla zieleni, zwłaszcza tej miejskiej, ale akurat dla
rowerzystów taka statystyka powinna być niezwykle zachęcająca.”
Przyszła jesień.
Pachnąca i słoneczna, taka jaką lubię
A jesienią oprócz liści i starych samochodów sypią się również życiówki na zawodach
Tydzień przed maratonem w Poznaniu miałem zaplanowany start w jakimś biegu, tak na przetarcie i rozruszanie starych kości.
Wybór padł na pobliski bieg przełajowy w Stęszewie. Zachęcała miła kameralna atmosfera, fajne tereny dookoła i brak wpisowego przy jednoczesnych fantach typu koszulka okolicznościowa
Buciory: Brooks Launch
wrz 8
To było w listopadzie 2009.
Dokładnie to w połowie. Właściwie pierwszej połowie, czternastego.
Zainspirowany reklamą na Eurosporcie zapragnąłem uzupełnić szafkę na buty jakimiś lekkimi trzewikami do biegania. Dodatkowym czynnikiem przyspieszającym decyzję był fakt, że moje człapanie na październikowym maratonie w Poznaniu było słychać w państwach całego bloku wschodniego i zachodniego też. Jedynie pepiki miały dobrze, bo zagrodzili się Sudetami i Karpatami, a Skandynawowie sprytnie wykopali sobie dziurę i zalali woda bałtycką.
Zaspałem.
Tak właśnie, zaspałem.
Obudziłem się o 7:28, a samochód miałem umówiony na 7:40. Tyle że zdążyłem wziąć prysznic, i wylecieć z domu jak z procy.
Jechałem do Piły na XX Międzynarodowy Półmaraton Philips’a czyli Mistrzostwa Polski w Półmaratonie.
Wpisowe opłaciłem już dawno, ale co z tego, skoro miałem nie wystartować.
Tzn chciałem, ale rozsądek nakazywał odpuścić.
Dlaczego?
Czytaj »






