Po bardzo nieudanej „Maniackiej Dziesiątce” przyszedł czas na sprawdzenie swoich możliwości na krótszym dystansie.
Nie lubię piątek. Chyba już to gdzieś pisałem
Od początku trzeba zapierdzielać, a taktyka sprowadza się do rozbicia dystansu na start, utrzymanie prędkości i długi finisz. Ale nic to, krótkie też trzeba biegać żeby się rozwijać i tyle.
Pogoda zrobiła się iście wiosenna, żeby nie powiedzieć-letnia. Jeszcze przed rozgrzewką miałem sucho w ustach, a woda z jeziora jakoś nie zachęcała. Przed startem zrobiłem rundkę dookoła jeziora. Wiedziałem jednak, że za niecałe 20 minut napiję się na mecie i będzie git

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest liczba 37 oraz 42 i kilka myślników. Ponieważ myślniki lubią być jeden pod drugim, to nie będę im burzył spokoju i równowagi.
To był kolejny z tych biegów, w których zaskoczyłem sam siebie
Fajna data: 9.10.11, w taki dzień można robić życiówki
Półmaraton w którym pobiegłem już trochę bardziej przygotowany:
Stało się. To było silniejsze ode mnie. A właściwie to ja byłem za słaby by coś z tym zrobić.
Oj, trzeba nadrobić zaległości we wpisach 
To był spontaniczny wyjazd z Miłką, która biega w barwach Drużyny Szpiku 








Jak co roku w urodziny strzelam sobie jakieś zdjęcie. Tym razem 17 lutego zrobiło się biało na dworze…






